Wakacje Yachting Club Ubezpieczenia Travel Team
     
  H2O magazyn sportów wodnych  
   
 
Ekspedycja do Wielkiego Białego Żarłacza

Dodano: 13/11/09
Autor: Dorota Trzonkowska, www.ozterra.com

Gdy tylko pojawiła się szansa na wyjazd do Australii na nurkowanie, nie zastanawiałam się nawet chwili.

Dopiero potem przyszedł czas na refleksję – przecież to kilkudniowa wyprawa na nurkowanie, nurkowanie z rekinami! W głowie kłębiły się tysiące myśli... przecież to dzikie stworzenia, nieobliczalne i silne, to prawdziwi mordercy! Ciekawość i przeżycie ekstremalnej przygody wygrały ze zdrowym rozsądkiem i zanim znów pojawiły się wątpliwości, byłam już w Australii. 

Od zamierzchłych czasów żeglarze tworzyli legendy o wielkim drapieżniku morskim. Jego płetwa nad powierzchnią wody oznaczała zbliżającą się śmierć. Rekiny są największymi rybami, jakie żyją w morzach i oceanach. Większość z nich to smukłe, zręcznie pływające drapieżniki będące postrachem nawet dużych morskich stworzeń. Ich zęby stanowią niezwykle groźny oręż. Najniebezpieczniejszy dla ludzi jest wielki żarłacz ludojad, zwany białym. Posiada on ułożone w kilku rzędach silne, duże zęby. Rekiny te często pływają w pobliżu plaż, gdzie zdarzają się przypadki atakowania przez nich ludzi. Zyskały przez to opinię bardzo niebezpiecznych.  

Ataki żarłaczy zdarzają się zwykle, gdy rekin na przykład myli człowieka płynącego na desce surfingowej z foką. Najsilniejszym bodźcem pobudzającym go do ataku jest zapach krwi. Rekin potrafi wyczuć nawet niewielką jej ilość z odległości 400 metrów! Wchodzi wtedy w tzw. trans żerowania i atakuje – dosłownie – wszystko, co się rusza... 

 

Na całym świecie z ich powodu ginie kilkadziesiąt osób rocznie. Prawdopodobnie lista ofiar jest znacznie dłuższa, ale w niektórych krajach Trzeciego Świata nie są prowadzone żadne statystyki. Według danych International Shark Attack File prowadzonych przez departament ichtiologii Floryda Museum of Natural History i University of Floryda, aż 37 proc. niesprowokowanych ataków na ludzi jest zasługą właśnie żarłacza białego. Na domiar złego blisko jedna trzecia tych ataków kończy się śmiercią, co daje żarłaczowi białemu niekwestionowaną pozycję lidera wśród morskich ludojadów. 

 

Nurkowa przygoda rozpoczęła się bardzo wczesnym rankiem, kiedy to załoga łodzi przywitała naszą grupę bardzo ciepło i poczęstowała obfitym śniadaniem. Pouczano nas, że wyprawa łodzią niestety nie jest łaskawa dla wszystkich, dlatego też warto nie wybierać się w taką podróż z pustym żołądkiem. Dzięki temu łatwiej znieść żołądkowe niedogodności. Musieliśmy podpisać dokumenty o stanie zdrowia i świadomości podejmowanego ryzyka. Po krótkiej odprawie mieliśmy okazję obserwować, jak kilkunastometrowa łódź z przymocowanymi do burty na specjalnych wysięgnikach klatkami była wpychana ciągnikiem do wody. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że to właśnie w tych klatkach staniemy oko w oko z żarłaczem. 

 

Prawdę mówiąc, zupełnie inaczej je sobie wyobrażałam. Przede wszystkim wydawało mi się, że będą większe i mocniejsze, a tym samym bardziej bezpieczne. Byłam przerażona, więc nerwowo dopytywałam skipera, czy aby owa klatka zapewni bezpieczne spotkanie z rekinem. Klatki są zbudowane z rurek gazowych i cienkich prętów. Mierzą nie więcej niż 3 metry wysokości i są utrzymywane na powierzchni dzięki pływakom. W wielu miejscach widać było wgłębienia i uszkodzenia rurek spowodowane uderzeniami rekinów polujących na ciekawskich nurków. Członkowie załogi z lekkim uśmiechem opowiadali o skutkach uszkodzeń klatki, a my prawie drżeliśmy ze strachu na samo słowo – sharks. 

 

Przygoda zaczęła się na dobre, kiedy tylko udało się wszystkim zapakować na pokład. Łódź o wdzięcznej nazwie Księżniczka II, zapewniała nam komfortowe warunki, dzięki czemu podróż była przyjemna i relaksująca. Nasza grupa liczyła 12 osób, w tym 2 osoby nienurkujące, ale pływające w sprzęcie podstawowym ABC. Każdy z nas miał swobodny dostęp do wszystkich mediów znajdujących się na łodzi. Wszystkie kabiny były dwuosobowe, każda miała podwójne łóżko i łazienki. Na łodzi znajdowała się ogromna jadalnia, dmuchane pontony umożliwiające zwiedzanie okolicznych wysp. 

 

Można było skorzystać z ciepłego prysznica na pokładzie lub raczyć się piwem i winem. Dla niektórych uczestników te używki stanowiły wielką pokusę i jak się okazało w chwilach największego bujania łodzią, było to najskuteczniejsze lekarstwo. Mieliśmy tego pecha, że trafiliśmy na dość silny sztorm, więc momentami trudno było znieść tę niestabilność podłoża. Wreszcie dotarliśmy do miejsc, gdzie najczęściej można spotkać rekiny – Wysp Neptuna i Dangerous Reef. Kolejna odprawa prowadzona przez naszego dive-mastera wzbudziła nasz niepokój. Ubrani w pianki i pas z ciężarkami czekaliśmy przy klatach, by na sygnał „Go down, drivers!!!” jak najszybciej zejść pod wodę. 

 

Wszyscy zniecierpliwieni, podekscytowani... ale i żądni podwodnej eksploracji. Teraz załoga zarzuca do wody worki z rybimi odpadami i foczym tłuszczem. Te kilkunastokilogramowe paczki mają wabić rekiny. Ich swąd roztacza się nad wodą – bo im bardziej cuchnące, tym stanowią lepszy kąsek i pokusę dla rekinów. Skiper wrzuca i wyciąga worki z rybimi odpadami. Powtarza tę czynność kilkanaście razy. Ten powtarzający się cykl został przerwany przez głośny okrzyk dive-mastera „GO DOWN!!!”, który w sekundę postawił nas wszystkich na baczność. Teraz dopiero zaczęła się nerwówka... Jeszcze ostatni wdech powietrza i wreszcie zanurzenie... 

 

Zdezorientowana rozglądam się wokoło, spoglądam na przejęte twarze kolegów i koleżanek. Gdzieś w oddali widzę ciemniejszą plamę wśród morskiej otchłani. Nagle ten cień przeistoczył się w wielkiego żarłacza białego, który zaczął okazywać nam coś więcej niż zainteresowanie. Przepływał koło nas w tę i z powrotem. Rekin poczynał sobie coraz odważniej, a sytuacja robiła się napięta, bo nigdy nie wiadomo, kiedy rekin postanowi zaatakować. Na szczęście oddalił się po krótkiej chwili, ale zaraz powrócił, zachowując się coraz bardziej niepokojąco. Wkrótce mogliśmy ujrzeć najeżoną ostrymi zębami paszczę. Cóż za widok!!! Teraz dopiero prawdziwy dreszcz przeszedł przez moje ciało! 

 

Wreszcie zrezygnowany olbrzym postanowił odpuścić i ponownie zniknął w morskiej otchłani. Nagle pojawiają się dwa cienie. Po charakterystycznej bliźnie przy ogonie i rozmiarach rozpoznaję wcześniej widzianą samicę, której tym razem towarzyszy dużo od niej mniejszy okaz, ale równie piękny i dostojny. Rekiny prezentują swoje wdzięki mniej więcej w odległości pół metra od klatki, są dosłownie na wyciągnięcie ręki. Ich ciała są okaleczone, widać ślady po walkach i efekty polowań. Mimo blizn zauważalne są różnice w ubarwieniu. Błyszczące oczy spoglądają na nas. Potężny nos wychwytuje zapach śmierdzących rybich odpadów, a ciało balansuje niczym zawieszone w wodzie. 

 

Przepiękne stworzenia... Wynurzam się, by dać szansę zniecierpliwionym kolegom. Dygoczę z zimna, ale proszę o regulator, by znowu się zanurzyć i podziwiać uroki rekinów. Miałam wielkie szczęście, bo ponoć niełatwo spotkać tych morderców razem, bo zwykle polują w pojedynkę. Tego dnia udało mi się jeszcze zobaczyć kolejny okaz i wystarczająco nacieszyć się jego widokiem, a nawet utrwalić to na zdjęciach, bo mimo sztormu woda była niezwykle przejrzysta. W drodze do wyspy Hopkins spotkaliśmy tysiące fok i lwów morskich, obserwując ich zachowania w naturalnym środowisku – jedzące, śpiące, odbywające gody i terytorialne spory. 

 

Następnego dnia przy absolutnie spokojnym morzu udało mi się spotkać z siedmioma różnymi białymi żarłaczami. I choć żaden z nich nie był tak duży, jak samica z pierwszego nurkowania, to z uwagi na spokojny ocean dały się obejrzeć z każdej strony i prawie pogłaskać. Każde nurkowanie to nowe emocje i wyzwanie, bo rekiny to dzikie stworzenia, nieobliczalne, niebezpieczne i nieprzewidywalne. Obcowanie z nimi jest cudownym przeżyciem i niezapomnianą przygodą, wartą nerwów i stresu, jakie jej towarzyszą. Bo spotkanie dzikiego mordercy w naturalnym środowisku to unikalne doświadczenie, którego mają szansę doświadczyć nieliczni szczęściarze... Wśród naszej grupy znaleźli się wykwalifikowani nurkowie, którzy posiadali odpowiednie przygotowanie i uprawnienia. Umożliwiono im nurkowanie bez klatek, jedynie z harpunem i paralizatorem... ale czy to by wystarczyło na takiego kolosa? To dopiero emocje... kto wie – może i ja spróbuję?
 
     
 
 
Spis treści Magazynu H2O
Extremalnie
Pod wodą
Na wiosłach
Pod żaglami
Na silniku
Redakcja
Oferty tematyczne
Wycieczki objazdowe
Na Wczasy Autokarem
Yachting club


Turcja
Kleopatra Inn
starstarstar
799
Side Miami Beach
starstarstar
799
Gunes
starstarstar
890

Egipt
La Perla
starstarstar
899
Montillon Grand Horizon
starstarstarstar
957
Top Choice Viva
starstarstar
963

Grecja
Esplai
starstarstar
1049
Bon Repos
starstarstar
1049
Continental
starstar
1114


 
TASK Travel Team
ul. Macedońska 26
02-761 Warszawa
tel: 022 374 65 10
e-mail: info@tasktravel.com.pl
 

Zakwaterowanie:



Miejsce wyjazdu: