
Dodano: 09/10/09
Autor: Rudi Stankiewicz, www.bestdivers.pl
Filipiny to ponad 7300 wysp. Tym razem wybraliśmy dwie spośród nich – Bohol i Busuanga. Dotarliśmy do Zatoki Coron, gdzie leży kilkanaście wraków z czasów II wojny światowej. Przyznam szczerze – nie sądziłem, że nurkowanie może być tu tak ekscytujące
Długi lot z Warszawy do Manili, który przerabiałem już kilka razy, jak zwykle był męczący. Z lotniska międzynarodowego na krajowe jest około 4 km. Lokalny port w Manili zaszokował wszystkich tłokiem. Tłum ludzi sprawiał wrażenie totalnego chaosu jednak powolutku przesuwał się w kierunku stanowisk z odprawą. Jedna kolejka do punktu check-in miała kilka odnóg. Odprawa trwała niemalże wieczność.
Plan wyjazdu obejmował kilka dni nurkowań na Bohol, powrót na jedną noc do Manili i wówczas drugą część wyjazdu mieliśmy spędzić w okolicach wyspy Busuanga. Po wylądowaniu na lotnisku wyspy Bohol jedziemy do ośrodka. Ośrodki, w których mieszkaliśmy przez kilka dni, znajdowały się na małej wysepce o nazwie Panglao połączonej z Bohol dwoma mostami, a w zasadzie wałami, na których była droga dojazdowa. Wyspa Bohol jest stworzona dla turystów. Liczne bary, restauracje na plaży zachęcają do powrotu w to miejsce. Jest tu kilka centrów nurkowych.
Nurkowania w okolicach Bohol
Nurkuje się tu w Morzu Bohol, zlewni Morza Sulu. Nie spotkamy dużych zwierząt, ale np. całkiem pokaźne stada jack fish i obfite życie makro sprawia, że jest co oglądać. Pierwsze nurkowanie robimy naprzeciwko bazy, aby sprawdzić naszą pływalność. Rafa od brzegu powoli opada do głębokości 5–6 metrów, aby nagle pionowa ściana do około 20 metrów pokazała nam swoje prawdziwe oblicze. Nie ma co ukrywać, na House Reef robi się wszystkie tzw. check dives i intro dives, czyli rafa nie jest tu super zachowana. Dużym zaskoczeniem było dla mnie ogromne pole z węgorzami garden eals. Rafa kończy się na 24 metrach, a później w głębiny opada piach. W tym samym miejscu robiliśmy także kilka dni później nurkowanie nocne. Niezliczone organizmy wychodzą ze szczelin skalnych i zakamarków rafy koralowej. To, czego nie można zobaczyć za dnia, mamy podane jak na talerzu.
Idąc po plaży, mijamy stoliki restauracyjne z klientami jedzącymi dokładnie to samo, co przed chwilą widzieliśmy pod wodą. Ciekawym miejscem jest TMS Reef. Płynąc na lewo od House Reef, spotykamy zupełnie inny świat. Obfitość ryb dosłownie przytłacza. Duże stada jack fish, przyzwyczajone do widoku nurka Plataxy, wspaniałe ogrody koralowe sprawiają, że oceniłem to miejsce bardzo wysoko.
Z plaży Alona Beach widać na horyzoncie kilka mniejszych wysepek, dlatego też następnego dnia płyniemy zobaczyć, jak jest na wyspie Balicasag.
Pierwsze nurkowanie odbywamy w miejscu zwanym Black Forest. Zupełnie inny charakter od tego przy Bohol. Rafa gwałtownie opada w dół i ciągnie się do kilkudziesięciu metrów. Podobny widok spotkałem w Malezji przy wyspie Sipadan. Silny prąd powoduje, że jest tu urozmaicone życie podwodne. Bogata rafa koralowa, dużo ryb, nawet tych większych. Bez problemu spotkamy duże stada jack fish, fusilierów czy lucjanów.
Drugie nurkowanie zrobiliśmy przy tej samej wyspie, w miejscu znanym jako Dive Heaven. Tu dno opada jeszcze bardziej pionowo. Jeszcze silniejszy prąd niesie nas jak liście na wietrze. Obok przepływa ogromna barakuda. W miejscu zwanym Cathedrel Reef pionowe ściany wytworzyły nawisy skalne, w których było tyle życia, że gdyby nie silny prąd, można by stać i przyglądać się morskim organizmom. Dwa kolejne nurkowania zrobiliśmy przy wyspie Bohol, płynąc około 15 minut na lewo od naszej House Reef.
Arco Reef i ABC Reef mają podobny charakter i znajdują się tuż obok siebie. Rafa od brzegu ciągnie się na płyciźnie do około 10 metrów, a potem gwałtownie opada do mniej więcej 25 metrów. Dalej spotkamy piasek z nielicznymi małymi wyspami rafowymi. Są tu koniki morskie, ślimaki, kraby i krewetki, a nawet węże morskie.
Po powrocie do Manili lecimy z lokalnego lotniska na wyspę Busuanga. Lot trwa niespełna 40 minut. Mały samolot sprawia, że każde wibracje czy turbulencje są odczuwalne dużo mocniej. Tuż przed lądowaniem na Busuanga obserwujemy okolice tej wyspy z powietrza. Nasuwa się jedno słowo na usta. Raj! Tak pięknych zatok, turkusowej wody, malutkich wysepek, złocistych plaż nie widzi się na co dzień. Lądujemy na malutkim lotnisku. Z naszego punktu widzenia dobrym porównaniem byłby dworzec PKS w Pcimiu.
Po wylądowaniu czekała nas jeszcze droga lokalnymi taksówkami do portu w miejscowości Coron. Myślałem, że boję się latać samolotami. Po przejeździe przez dżungle, gdzie nie ma utwardzonej drogi tylko glina, żużel, kałuże, dziury, ostre zakręty, mostki z kilkoma deskami tylko na opony pojazdów i to wszystko w deszczu, stwierdziłem, że chyba jednak bardziej ryzykowna była jazda przez wyspę niż lot samolotem. Po dojechaniu do miejscowości Coron płyniemy wodnymi taksówkami na prywatną wyspę Sangat. Rejs trwa około 40 minut. Dopływamy wreszcie do ośrodka na jedynej piaszczystej plaży. Cała wyspa jest porośnięta dżunglą. Miejsce to nadaje się idealnie do ucieczki od cywilizacji. Wyspa Sangat należy do archipelagu wysp Calamian, które są przedłużeniem bardziej znanej wyspy Palawan.
Nurkowania przy wyspie Busuanga
Tu w czasie II wojny światowej Amerykanie zatopili 24 japońskie statki, które stanowiły zaplecze magazynowe dla okrętów wojennych. Większość z nich leży wokół wyspy Sangat, a najwięcej właśnie w Zatoce Coron. Kilku do dziś nie odnaleziono. Zatoka Coron jest stosunkowo płytka. Większość wraków leży na głębokości 16–30 metrów, nieliczne na 40 metach. Silne prądy i mała głębokość powodują, że woda słabo się tu oczyszcza i w samej zatoce na wrakach przejrzystość waha się w granicach 9–12 metrów. Poza zatoką przejrzystość jest już wyśmienita. Jeszcze tego samego dnia płyniemy na pierwsze nurkowania na wrak o nazwie Tangat. Leży na lewej burcie. Cztery duże ładownie można zwiedzać.
Następnego dnia zaliczyliśmy frachtowce Kogyo Maru i Olympia Maru. Kolejnym wrakiem zdobytym przez naszą grupę był Irako. Statek chłodnia. Stoi na stępce na głębokości 40 metrów. Maszt zaczyna się na 16 metrach i do niego zaczepiona jest lina prowadząca od boi z powierzchni. Notabene wszystkie wraki w Zatoce Coron są zaznaczone bojami, tak więc nawet w silnym prądzie mamy po czym wyjść lub zejść. Wrak jest ogromny, ma ponad 200 metrów długości. Można do niego wpływać przez kilka luków. Poszedłem też na nocne nurkowanie naprzeciwko naszego ośrodka. Rafa w zatoce nie jest tak piękna jak przy wyspie Bohol. Natomiast standardowo jak się mogłem tego spodziewać życie makro w porze nocnej jest bogate i różnorodne. Szczególnie upodobały sobie to miejsce boxer shrimp.
Kolejnego dnia nasza grupa podzieliła się na dwie ekipy. Jedna popłynęła na koniec zatoki do jaskini Cathedral Cave. Druga (w tym ja) udała się na dość odległe nurkowanie na wrak Akitsushima. Był to japoński okręt wojenny przewożący samoloty patrolowe. Wrak ten jest chyba najładniejszym ze wszystkich, na których nurkowaliśmy. Leży na lewym boku, głębokość maksymalna 38 metrów, długość 150 metrów. Tutaj zrobiliśmy dwa nurkowania. Lina opustowa sprowadza nas na rufę, gdzie po kilku metrach od razu widać na dnie leżący dźwig i działka przeciwlotnicze. Przy dźwigu dom znalazły sobie liczne plataxy. W części rufowej jest ogromna wyrwa, przez którą można wpłynąć do środka. Na śródokręciu znajduje się duża nadbudówka z kolejnymi działkami przeciwlotniczymi i dalej wysoki masz sterczący w toń wodną.
Drugie zejście pod wodę miało inny charakter, bowiem po linie opustowej na rufę od razu wpłynęliśmy do środka. Przewodnik „przeciągnął” nas po kilku pokładach.
Wyszliśmy na powierzchnię z wielkim okrzykiem – Wow!!! Jeszcze jeden wrak odwiedzony przez nas to Luson Gun Boat leżący przy małej wysepce Luson. Leży płytko i doskonale nadaje się na drugie nurkowanie podczas dnia. Maksymalna głębokość wraku to 10 metrów. Podczas wysokich pływów część jego wystaje nad powierzchnię. Nurkowanie odbywa się na rafie, a dopiero podczas drugiej części wpływa się do niego. W zasadzie zwiedza się tam śródokręcie. Pod prawą burtą udało mi się spotkać bardzo rzadkie mandarin fish.
Wspomniana eksploracja Cathedral Cave dostarczyło uczestnikom dużo emocji. Szczególnie tym, którzy nieczęsto nurkują w jaskiniach. Na około ośmiu metrach głębokości jest wejście do jaskini. Wpływa się do ogromnej komnaty, która jest oświetlana przez promienie słoneczne w otworze sufitu sklepienia jaskini. Jak ktoś jeszcze nie nurkował w meksykańskich Cenotach, to tu znajdzie ich namiastkę. W głównej komnacie jaskini można się wynurzyć na powierzchnię i podziwiać wspaniałe stalaktyty. Ważna wskazówka! Do zwiedzania wraków w Zatoce Coron konieczny jest kurs nitroxowy. Drugie nurkowanie w ciągu dnia na głębokim wraku praktycznie od razu skutkuje dekompresją. Tak więc zdecydowanie praktyczniej pływa się na nitroxach. Ośrodek w Sangat dysponuje 4 zestawami twin-setów. Nie ma możliwości robienia trimixów.
Około 30 minut płynięcia od wyspy Sangat, bliżej miasta Coron, jest nieduża wyspa, której widok z pewnością zostaje w pamięci na długie lata. Pionowe, ostre skały skutecznie bronią wstępu na tę wyspę. Niemniej jednak jest jedno miejsce, gdzie spływają się okoliczne łódki z turystami i nielicznymi nurkami. Podpływając do wyspy od północnej strony, można po dość męczącej wspinaczce, po przejściu kilkudziesięciu metrów, zobaczyć słodko-słone jezioro o nazwie Barracuda Lake.
Jezioro jest malowniczo położone. Pionowe ściany opadają prosto do tafli wody. Jezioro znajduje się kilka metrów nad powierzchnią morza i jest niezwykle ciepłe. Zdecydowanie można tam nurkować tylko w T-shircie. W takich nowo odkrywanych zbiornikach wodnych zawsze fascynuje mnie fauna i flora. Czasami przecież są to zupełnie endemiczne gatunki. Widziałem tu 3 rodzaje ślimaków słodkowodnych, które dobrze też radziły sobie poniżej słodko-słonej granicy. Okolice wyspy Busuanga polecam wszystkim zapaleńcom, którzy lubią nurkować na wrakach.












