
Dodano: 19/02/10
Autor: Andrzej Tomczyk
4 lipca odbywa się Dzień Niepodległości USA. U nas w Bydgoszczy także długo oczekiwane wydarzenie – wodowanie na Brdzie, wybudowanego 2 lata wcześniej prototypu małej, 4-osobowej barki mieszkalnej napędzanej w 100 proc. energią słoneczną.
Łódź nazywa się SWAN, co w tłumaczeniu oznacza ŁABĘDŹ. Łódź jest biała, z płaskim dachem, lekko przeginającym się ku górze, w całości pokrytym ogniwami fotowoltaicznymi. Faktycznie przypomina nieco łabędzia. Gościnnie przygarnął nas port najstarszej istniejącej polskiej kompanii żeglugowej, jaką jest Żegluga Bydgoska. Za pomocą dźwigów portowych, uzbrojonych w pasy rozładunkowe, sadowimy naszego SWAN-a na bydgoskiej Brdzie. Łódź jest komfortowo wyposażona. Jest na niej kambuz z lodówką, łazienką z ciepłą wodą i ekologicznym kingstonem oraz niezliczoną ilością włączników, przycisków, wskaźników i urządzeń pokazujących różne parametry i obsługujących urządzenia zasilane ekologiczną energią słoneczną.
Cztery dni później drugie wodowanie, nieco większego i młodszego, bo jeszcze „ciepłego” SWAN-a 2. Pod koniec sierpnia przybędzie do Bydgoszczy pierwszy z dwóch zamówionych solarnych statków pasażerskich! Barki przybyły do naszego miasta z okazji 12. Mistrzostw Świata Juniorów w Lekkiej Atletyce, na które zjechało wielu oficjeli z całego lekkoatletycznego świata. Naszym zadaniem była promocja Bydgoszczy od strony wody. Podczas trwania mistrzostw przez pokłady obydwu jednostek przewinęło się ponad 600 zaproszonych gości, w tym około 500 młodych zawodników ze wszystkich kontynentów. Na 15 lipca zaplanowaliśmy konferencję prasową, a później uroczyste opuszczenie Bydgoszczy i wypłynięcie w ponad 440 km „rejs na Słońce”, do Berlina.
Niestety, w poniedziałek 14 lipca otrzymuję telefon z niepokojącą informacją „po 15. zaczniemy obniżać poziom wody na Kanale Bydgoskim i przez tydzień będzie obowiązywał zakaz pływania”. Szybkie konsultacje telefoniczne i załatwiamy konferencję i pożegnanie tego samego dnia. Wypływamy pełni obaw. 800 metrów dalej pierwszy przejazd na Śluzie Miejskiej i dalej na pełnym gazie, przepraszam, prądzie, do kolejnej śluzy Okole, pierwszej od strony wschodniej na Kanale Bydgoskim. Jest ona, jak wszystkie dalsze śluzy na drodze wodnej Wisła – Odra, pod nadzorem Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w... Poznaniu! Płyniemy dalej do Śluzy Czyżkówko. Te dwie mijane są najmłodsze, bo z 1915 roku, ale zarazem najwyższe (do 8 m podnoszenia) i najbardziej rozbudowane pod względem hydrotechnicznym. Szybko wymieniamy kilka zdań ze znajomymi śluzowymi – panią Zosią i panem Marianem – i mkniemy z prędkością około 12 km/h do następnej śluzy – Prądy. Zdążyliśmy.
Po zamknięciu się za nami dolnych wrót i podniesieniu do góry o prawie 3,5 m, przestała płynąć za nami woda. Ze zgrozą patrzyliśmy, jak w ciągu kilku godzin obniża się poziom wody w dolnym awanporcie Śluzy Prądy. Gwoli wyjaśnienia, wodę w kanale „zabrali”, ponieważ w Bydgoszczy na potęgę buduje się i remontuje infrastrukturę brzegową dla potrzeb rozwijającej się śródlądowej turystyki wodnej. Właśnie na 16. kilometrze drogi wodnej W-O, przy Klubie Sportowym GWIAZDA, budowana była pierwsza w naszym mieście profesjonalna i w pełni wyposażona przystań śródlądowa dla jednostek pływających. Na podstawie zmodernizowanego budynku szatni, wodniacy wszelkiej maści mogą skorzystać z ciepłego prysznica, dobrze wyposażonej kuchni i profesjonalnej pralni, a także zażyć gorącej kąpieli w klubowej saunie. Przystań jest monitorowana i oświetlona, a łódź można podłączyć do prądu, zatankować świeżą wodę i opróżnić z nieczystości płynnych i śmieci. Warto było się pospieszyć i nie zablokować, choćby na jeden dzień, prac przy budowie tych wodnych wspaniałości. Z jednego zrobiły się dwa dni postoju.
Możemy zaprowiantować się, zabunkrować worki żeglarskie z ciuchami i zebrać właściwą załogę rejsową. Mamy dwa dni ostrych przygotowań. Kolejny etap rejsu do stolicy Niemiec rozpoczynamy 16 lipca rano. Następny port to Nakło nad Notecią. Przed nami ostatnia bydgoska śluza – Osowa Góra i ostatnie podnoszenie o prawie 3,5 m. Po drodze nie lada gratka dla prawdziwego wodniaka- turysty, tzw. odcinek szczytowy drogi wodnej W-O. Na wysokości 23,3. km do Kanału Bydgoskiego wpada Kanał Górnonotecki zasilający swymi wodami naszą drogę. To właśnie tutaj w miejscowości Lisi Ogon wody Noteci „zastanawiają się”, w którą stronę popłynąć – czy na zachód do Odry, czy na wschód do Wisły. Idziemy równo jak po stole, nie ma wyczuwalnego prądu wody aż do Śluzy Józefinki. Po drodze mamy pewne kłopoty.
Napotykamy na pływające zielone wyspy składające się z wyrwanego z dna tataraku, trzciny brzegowej, moczarki kanadyjskiej, rzęsy wodnej i innego zielska, które blokuje trzykrotnie prawy silnik w SWAN-ie 2... no i trzeba zadzwonić do konstruktora i wykonawcy łódek, pana Jędrzeja Gawłowskiego. Po odczytaniu kodu awarii wszystko jest zapisywane w panelu serwisowym. Przekazujemy informację do serwisu w Austrii. Odpowiedź nie jest zadowalająca. Odłączamy zablokowany przez zielsko i automatykę silnik i płyniemy dalej. Nie czuliśmy swądu palonej izolacji, więc silnik powinien być w porządku i jak się później okazało – był. Dla przyzwoitości, dobrej praktyki wodniackiej i własnego samopoczucia oczyszczamy śruby napędowe obydwu jednostek. Na ochotnika pod wodę zszedł kapitan mniejszego SWAN-a Arek Tomczyk. Po drodze spotykamy innych wodniaków – zawodowych i turystów. Nawiasem mówiąc, na barkarzy zawsze można liczyć. Kilka kilometrów dalej napotykamy inspekcyjny statek RZGW Poznań o wdzięcznej nazwie NOTEĆ 2, sunący beztrosko pełną mocą swojej 95-konnej maszyny. Zielone wyspy tymczasem przekształciły się w stuprocentową zieloną ekologiczną i podlegającą pewnie ochronie środowiskowej łąkę. Przy awarii jednego z silników, nie chcąc dopuścić do jakiejkolwiek niedyspozycji drugiego, zdecydowałem się poprosić o pomoc zaprzyjaźnionych wodniaków – strażaków z PSP w Nakle n. Notecią. Na statku flagowym Wodnik przypłynął komendant Tadeusz Milewski, który płynąc przed nami, torował nam drogę. Później kapitan bez trudu opanował sztukę kierowania Solarem. Minęliśmy wcześniej wspomniany punkt szczytowy, czyli najwyższy na całej drodze wodnej W-O, schodzimy w dół ku Odrze. Przed nami ostatni dziś odcinek do Śluzy Nakło Wschód i portu Zespołu Szkół Żeglugi Śródlądowej w Nakle nad Notecią.
Podpływamy, a tu niespodzianka – w nakielskim porcie czeka nas oficjalne powitanie przez wicestarostę Tomasza Miłowskiego (wielkiego orędownika powstania profesjonalnego portu w Nakle), lokalne media i drużynę PSP. Jesteśmy na 40. kilometrze drogi wodnej W-O, polskim odcinku MDW E-70, do Śluzy Spandau w Berlinie pozostało tylko 401 km. Kończy się pierwszy etap naszego „rejsu na Słońce”, zostawiliśmy za sobą Brdę i Kanał Bydgoski, a przed nami Noteć, Warta i Odra, a dalej Niemcy. Jeszcze rzut oka na wskaźniki pokazujące zużycie energii elektrycznej i decyzja o podłączeniu prototypu małego SWAN-a do źródła prądu. Na SWAN-ie 2 energii mamy dość. Pora przedstawić załogę. Oprócz wymienionego wcześniej dowodzącego SWAN-em Arka, płyną jego dwaj kuzyni, też bydgoscy studenci – Michał i Adam „Majchrzaki”, a ze mną mój przyjaciel, też „popaprany bydgoski wodniak i kanałowiec” – Jacek Piotrowski. Trochę się zmęczyliśmy, cały dzień towarzyszył nam niepokój, czy dopłyniemy do Nakła, czy wystarczy słonecznego paliwa i czy wszystko będzie w porządku??? Usnęliśmy utuleni delikatnym bębnieniem pierwszego, podczas naszego „rejsu na Słońce”, deszczu. Cdn.












